Opublikowany w Martycja

Plus/Minus – Olga Gromyko, Andriej Ułanow


plus-minusKolejna książka, które przeleżała kilka lat na półce, zanim po nią sięgnęłam. Wiedziałam, że jest to historia zamknięta w jednym tomie, więc mi się nie śpieszyło. W końcu przyszedł jej czas, a gdy skończyłam ją czytać, to pomyślałam sobie, że fabuła zawarta na prawie 600 stronach mogłaby spokojnie zostać skrócona do około 300 😛

Fabuła

 Ona, czyli Lena, jest urzędniczką USOP czyli Urzędu do Spraw Ochrony Pomrok. On, czyli Sasza, jest byłym wojskowym, który za sprawą wuja Serafima – przełożonego Leny, zostaje na siłę wciągnięty do pracy, co by ciągle nie pił i nie sypiał, gdzie popadnie. To, czyli Fiodor, chowaniec Leny, który za wikt i opierunek pomaga dziewczynie w domowych obowiązkach – czytaj: gotuje, sprząta, pierze, prasuje i okazjonalnie wywala z domu niechcianych facetów.

Lena dostaje zadanie, musi osobiście odpowiedzieć na oficjalną skargę syren oraz innych mieszkańców zbiornika retencyjnego – Mińskie Morze odnośnie RPGowców, którzy zaczęli coraz bardzie się panoszyć po lesie i blisko wody. Zaśmiecają miejsce zamieszkania pomrok, hałasują i niszczą zieleń. Ona i on ruszają do obozu ludzi przebranych za elfów i po krótkiej wymianie zdań Sasza, ku przerażeniu Lenoczki, rzuca granatem w ognisko, co by przebierańcy szybciej opuścili teren. Kobieta ma dosyć psychopaty i sama wraca golfem do domu. Sasza piechotą udaje się do znajomego przenocować. Następnego dnia w wiadomościach podają informację o terroryście, który rzucił granatem i zabił jednego z RPGowców.

Lena od razu wierzy, że Sasza jest mordercą, ale Sasza włamuje się do jej mieszkania, aby udowodnić, że nim nie jest…

Tak oto rozpoczyna się prywatne śledztwo dwojga niepasujących do siebie ludzi, którzy będą sobie nie ufać, przeszkadza, drażnić, pomagać, trochę ufać oraz powoli i mozolnie rozwiązywać tajemnice morderstwa podczas sesji RPG.

Moim zdaniem

Powieść dwóch różnych autorów i z dwóch różnych perspektyw, to naprawdę ciekawy pomysł, zwłaszcza jeśli wcześniej lubiło się czytać książki Pani Olgi Gromyko. Ja nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z Panem Andriejem Ułanowem, więc tu miałam totalną enigmę. Nie wiedziałam czego się właściwie spodziewać. Czy będzie to komedia urban fantasy, przy której mój brzuch będzie boleć ze śmiechu, a kot będzie mnie nienawidził przez kilka dni, dopóki nie skończę czytać? A może będzie to nudne i pisane na siłę czytadło, stworzone tylko dlatego, bo nic innego nie miało się do roboty? No cóż, jak już wspomniałam we wstępie, historia według mnie jest zbyt rozwleczona. Nie powiem, czyta się szybko i lekko. Język obu autorów jest bardzo przystępny i przyjemny w przyswajaniu, co nie zmienia faktu, że czasem zastanawiałam się, po co aż tyle stron, mało ważnych scen czy powtarzalnych dialogów. Miałam wrażenie, że czytam o niczym istotnym. Jakoś specjalnie się nie wciągałam, ot przeciętne, lekkie czytadło, którego długo pamiętać nie będę.

Bohaterowie byli nawet ciekawi, ale często też irytujący. Lenoczka pomimo kilkuletniej służby w obronie pomrok, właściwie nic nie umie. No dobra, kobieta jest urzędniczką, ale pomroki są chyba silniejsze niż ludzie? Z tego, co można przeczytać w książce, to mają nadnaturalne moce, mogą zrobić krzywdę czy zniszczyć mienie. Może się nie znam, ale ja na miejscu głównej bohaterki nauczyłabym się kursu samoobrony, a nawet i krav magi czy judo. Z kolei Sasza ma traumę po wojnie w Czeczenii. Cierpi na bezsenność, bo śni koszmary o tym, co przeżył na polu bitwy. Jego chęć szukania zapomnienia w alkoholu jest dość logiczny, ale już jego zachowanie względem kobiet jest na poziomie przedszkolnym. Bohater mógłby być spokojnie prawiczkiem, od razu bym w to uwierzyła 😛

Co jednak najbardziej mi się nie spodobało, to zakończenie, a raczej rozwiązanie sprawy. Powiem wam, że niezłego karpia miałam, gdy już się wszystko wyjaśniło. Jakby to teraz napisać, aby nie zaspoilerować? Wiem! Podam przykład jako przepis na potrawkę z kurczakiem. Spis produktów, to: kurczak, ryż, cebula, marchewka, jajko, pieprz i sól. To teraz przechodzimy do instrukcji: kurczaka usmaż na oleju, dodaj cebulę, marchew, pietruszkę i dopraw solą, pieprzem i papryką. Na koniec dodaj jajko, które wszystko ładnie połączy. Czy ten przepis by was nie wkurzył? Jeśli w spisie produktów nie było połowy składników, ale podczas wykonywania poleceń przepisu nagle pojawiają się dodatki, których nie kupiliście, bo kto by się spodziewał, że będą potrzebne, skoro nie było ich w spisie? Takie właśnie jest zakończenie książki. Przynajmniej dla mnie. Może są osoby, które uwielbiają irytujące niespodzianki 😛

„Plus/minus”, niby tyle stron, a jakoś autorzy nie potrafili bardziej rozbudować wymyślonego przez siebie świata. Miałam wrażenie, że czytam prequel do dłuższej serii, tylko ten prequel został rozwleczony do granic możliwości, bo ktoś dostał zadanie zapełnić prawie 600 stron książki i trzeba było coś na siłę wymyślić. Powieść powinna mieć maksymalnie 350 stron i piszę to z całą stanowczością. Możliwe, że inni fani ukraińskiego uraban fantasy będą mieć zupełnie inne zdanie. Możliwe, że miałam gorsze dni, gdy tę powieść czytałam. Możliwe, że fakt iż musiałam znów iść na zakupy by zrobić potrawkę z kurczaka wkurzył mnie tak, że widziałam wyraźniej negatywne strony książki, zamiast pozytywnych 😛

Pomimo wszystko polecam fanom twórczości Gromyka i innych ukraińskich fantasy.  Nie wiem czy mam polecać również fanom Ułanowa, gdyż wcześniej z tym autorem nie miałam styczności 😉

Ocena: 3/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s