Opublikowany w ViridianaD

Co gryzie weterynarza – Łukasz Łebek


Sezon wakacyjny w pełni. Kolejny lockdown się skończył, a następny jeszcze nie zaczął. Najwyższy czas zaplanować wyjazd! Poza granice kraju? A może nad nasze morze? Przecież wreszcie można wyrwać się z domu! Pozostaje tylko jedno pytanie… Co zrobić z domowym pupilem?

Jako zwierzolub i zwierzomama nigdy nie zrozumiem porzucania psów, kotów, królików, morskich świnek, chomików, myszek, papużek i innych stworzeń na pastwę losu. Jest tyle innych opcji! I choć mogłabym mówić o nich godzinami (a raczej pisać stronami?), to niestety moje zadanie jest inne. Nadal jest nim (w pewnym sensie) rozprawianie o zwierzętach, jednak w związku z nowością Wydawnictwa Poznańskiego – książką „Co gryzie weterynarza”.

Książka, którą dostałam do recenzji, jest całkiem solidnie wydana. Miękka oprawa ze skrzydełkami otula ponad trzysta stron tekstu umieszczonego na dość dobrej jakości papierze. Okładka jest dość ciemna – na granatowym tle umieszczone są niewielkie sylwety zwierząt. Najbardziej wyróżnia się tu „kawałek” żyrafy, która jest pomarańczowo czerwona. Czcionka jest raczej standardowa, nie męczy szczególnie wzroku. Tekst urozmaicają rzucone gdzieniegdzie ilustracje pani Izabelli Lachowicz (w tym miejscu chciałbym podziękować wydawnictwu za trzy piękne pocztówki z wybranymi rysunkami z książki). Chociaż już po przeczytaniu połowy niniejszej pozycji widzę niewielkie zniszczenia oprawy, to i tak stronie technicznej daję wysoką notę.

Środek. Treść. O czym książka jest? Szczerze mówiąc, nie potrafię określić z jakim rodzajem literatury miałam do czynienia. Niby pamiętnik, niby poradnik… Pozwolę sobie przytoczyć więc słowa samego autora: „Książka ta jest po prostu zbiorem opowieści z codziennego życia zwykłego lekarza weterynarii”. I choć lekarz może zwykły, to historie już niekoniecznie. „Co gryzie weterynarza” zostało podzielone na czternaście rozdziałów. Są to między innymi takie części jak: „Nie jedz tego!”, „Gówniana robota”, „Pies to nie człowiek. Owca to nie mała krowa” czy „Pacjenci w pudełku”. Każdy rozdział to zbiór historii (czasem zabawnych, częściej przerażających) związanych z jego tytułem. I tak przy „Nie jedz tego” przeczytamy o czworonożnych żarłokach, a w dziale „Doktorze! Ja wiem, co mu jest!” zapoznamy się z historiami, w których to właściciele bawią się w weterynarza, co nie zawsze jest dobre dla ich podopiecznych.

Przyznaję, że książka nie jest dla każdego. Dlaczego? Jeżeli szukacie tu gotowej listy rzeczy, które” wkurzają” lekarzy weterynarii, to jej tutaj nie znajdziecie. Trzeba wyszukać te elementy między kolejnymi opowieściami. Historie pacjentów też nie każdemu przypadną do gustu – zawierają sformułowania medyczne, oczywiście tłumaczone w przypisach, które niektórym wydadzą się zupełnie niepotrzebne. Dodatkowo nie do każdego przemówi język, jakiego używa autor.

Ja „bawiłam się” doskonale podczas lektury. Złapałam się na tym, że czasem też muszę wyprowadzić „mojego weta” z równowagi – głupim tekstem, moimi pomysłami na powód takiego czy innego zachowania pupila itd. Czasem śmiałam się z przygód autora, czasem płakałam nad losem zwierzaków, których nie udało mu się uratować lub po prostu nie mógł nawet zacząć leczyć stworzenia, gdyż koszt usługi weterynaryjnej przekraczał wartość zwierzęcia. Wiem też, że podjęłam słuszną decyzję, by nie podążać za jednym ze swoich dziecięcych marzeń – stania się lekarzem od psów i kotów, a wybrać jednak inną ścieżkę kariery.

Myślę, że po „Co gryzie weterynarza” powinni sięgnąć wszyscy właściciele zwierząt – nie tylko tych najpopularniejszych jak pies, kot, szczur, chomik, ale i egzotycznych czy gospodarskich. Na pewno zrozumiecie, dlaczego nie warto czekać z wizytą u weterynarza do weekendu czy nocnego dyżuru (bo może przejdzie), czemu warto zrobić sobie listę specjalistów od leczenia tego gatunku zwierząt, jaki posiadamy (lekarz „psiokoci” niekoniecznie zna się na rybkach czy zajęczakach) i dlaczego nie dostaniecie dla pupila leku na żądanie bez wcześniejszego badania lub historii choroby, z której jasno wynika, że dany medykament jest niezbędny.

Ocena: 5/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu POZNAŃSKIE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s