Opublikowany w Laures

Pan Lodowego Ogrodu – Jarosław Grzędowicz


„Pan Lodowego Ogrodu” to mieszanka podwójnie wybuchowa. Nie dość, że pozycja łączy ze sobą moje dwa ulubione gatunki: fantastykę i science-fiction, to jeszcze w niesamowity sposób przemyca przeróżne smaczki kulturowe, mitologiczne, porusza istotne kwestie życiowe, a wszystko to oprawione w ramkę wyjątkowego poczucia humoru. Gotowi, by wyruszyć w niezapomnianą podróż na odległą planetę, gdzie rzeczywistość rządzi się zupełnie innymi prawami, a wokół trwa Wojna Bogów?

Naszym głównym przewodnikiem jest Vuko Drakkainen. Ziemianin przeszkolony za pomocą wymyślnej technologii, który zostaje wysłany na obcą planetę Midgaard. Jego celem jest odnaleźć i uratować zaginionych naukowców. Od dwóch lat nie było żadnego znaku życia od ekspedycji naukowej. Zadaniem głównego bohatera jest dowiedzieć się co się stało, odnaleźć badaczy i sprowadzić ich do domu za wszelką cenę. Równocześnie ze względu na politykę i wagę odkrycia pierwszej antropoidalnej cywilizacji, Vuko musi starać się nie ingerować w życie mieszkańców planety i ukrywać swoje pochodzenie przed nimi. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że coś na Midgaardzie powoduje, że wszelka elektronika i nowoczesna technologia przestają po prostu działać. Z tego powodu nowo odkryty Świat został objęty kwarantanną, a nasz bohater będzie zdany tylko i wyłącznie na siebie.

Co by jednak nie mówić, Drakkainen został przygotowany do tej misji na wszelkie możliwe sposoby. Od biologicznego wszczepu zwanego „Cyfral”, który czyni z ziemianina wręcz nadczłowieka, umożliwiając mu szybkie poruszanie, widzenie w ciemnościach, a także wyznaczanie trajektorii lotu pocisków i rozpoznawanie dna człowieka po zapachu, po specjalnie wyhartowany poręczny miecz i lekką zbroję imitującą stal, ale o wiele bardziej od niej wytrzymałą. Za pomocą wspomnianego implantu Vuko nauczył się wielu języków, stylów walki i przydatnych umiejętności w zaledwie rok czasu. Jednak korzystanie z dobrodziejstw owej biotechnologii ma swoją cenę, a pewnych granic organizm ludzki taj łatwo nie przekroczy. Już od pierwszych chwil pobytu na tajemniczej planecie, nasz bohater przekonuje się jak wiele niebezpieczeństw na niego czeka. Co okaże się jednak groźniejsze, niewyjaśnione zjawiska i prawa natury, mieszkańcy Midgaardu, a może coś czego nikt by się nie spodziewał?

Fabuła, bohaterowie oraz wykreowany świat są intrygujące i pełne niespodzianek. Byłam pod wrażeniem szczegółowości opisów i samych pomysłów.  Już od pierwszych stron zostałam wciągnięta w wir przygody, czując jakbym naprawdę towarzyszyła Vuko na obcej planecie osobiście. Przeżywając emocje samotnego podróżnika, śledząc jego tok rozumowania wraz z nim obserwowałam otaczający go świat, analizowałam wydarzenia i szukałam odpowiedzi na pojawiające się pytania. Jako czytelnicy zostajemy uprzywilejowani, ponieważ możemy śledzić fabułę nie tylko z perspektywy Nocnego Wędrowca (przybrane imię bohatera), trzecio osobowego narratora opisującego wydarzenia podczas aktywacji Cyfrala, ale także jednego z mieszkańców planety, syna cesarza -Terkeja Tendżaruka. Przyznam się szczerze, że tę opcję doceniłam dopiero czytając powieść po raz drugi. Za pierwszym razem tak bardzo zżyłam się z Drakkainem, że irytowałam się, ilekroć książka zabierała mnie z dala od niego. Jednak po czasie widząc zamysł i sposób w jaki pozornie dwie różne historie w następnych tomach zbiegają się stopniowo ku sobie, postanowiłam ze zdwojonym skupieniem przyjrzeć się tej drugiej perspektywie. Za zdziwieniem odkryłam, że ta część opowieści jest równie fascynująca i tworzy doskonały balans oraz uzupełnienie pomiędzy wszystkimi wątkami.

Mimo, że historię spowija niepokojąca mgła i wszechobecny mrok, to „Pana Lodowego Ogrodu” czytało mi się niezwykle lekko i przyjemnie. Styl Jarosława Grzędowicza zdecydowanie przypadł mi do gustu. Przedstawiona rzeczywistość jest niezwykle brutalna, ale nie miałam żadnego poczucia przytłoczenia z tego powodu. W powieści jest wiele odniesień do historii, różnych kultur, pojmowania honoru i moralności. Jednak i tu nie odczuwałam żadnej nachalności czy narzucania konkretnego punktu widzenia. Książka jest zdecydowanie wielowymiarowa i to od czytelnika zależy na jakim poziomie się skupi i co z niej wyciągnie dla siebie. Barwny świat i prawa nim rządzące w moich oczach są niezwykle dopracowane i przemyślane. Towarzysząc bohaterom odkrywamy kawałek po kawałku, niejednokrotnie dostając fragment układanki, który chwilowo nigdzie nie pasuje. Jak na pierwszy tom serii przystało, pozycja ta wciąga w tajemniczą podroż, intryguje i kusi kolejnymi zagadkami nie pozwalając oderwać się od lektury w poszukiwaniu odpowiedzi. Wspominałam również, że całość doprawiona jest klimatycznym, czasami zadziornym, a czasami powalającym na łopatki, poczuciem humoru. To właśnie ten humor objawiający się w dialogach, opisach czy najczęściej w narracji głównego bohatera sprawia, że czytając tę sagę po raz czwarty (nie mogłam się oprzeć nowemu, pięknemu wydaniu Fabryki Słów) nadal doskonale się bawię i przeżywam przygody wciąż na nowo, z tą samą energią.

Jak komandos wytrenowany w sztukach walki, przetrwaniu i logicznym myśleniu zareaguje na niewyjaśnione zjawiska sugerujące istnienie magii? Co odkryje Vuko idąc śladem zaginionych naukowców i czy dostosuje się do nieprzewidzianych okoliczności?  Czemu historia bystretek jest tak poruszająca? Jak to jest być drzewem? Kim są czyniący i o co chodzi w tej Wojnie Bogów, te i wiele innych pytań będziecie sobie zadawać czytając „Pana Lodowego Ogrodu”. Nie na wszystkie znajdziecie odpowiedź w pierwszym tomie, jednak z pewnością będziecie mieć wiele powodów, by sięgnąć po kolejne części.

„-Oddałeś oko za wiedzę? – zapytał Drakkainen

-Tak. Dowiedziałem się, że jak się walczy bez hełmu, to można stracić oko.”

A co wy oddacie za wiedzę co będzie dalej?

Ocena: 6/6

Laures

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu FABRYKA SŁÓW

Jedna myśl na temat “Pan Lodowego Ogrodu – Jarosław Grzędowicz

  1. Pamiętam, że miałam do tej książki dwa podejścia. Za drugim razem zakochałam się bez pamięci i w sumie chętnie bym do niej znowu wróciła, bo minęło kilka dobrych lat 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s