Opublikowany w Martycja

Światło i Cienie. Tir Alainn tom 2 – Anne Bishop


swiatlo-i-cienie-tir-alainn-tom-2Prawie dwa lata czekałam na kontynuację „Filarów świata”. Efekt tego taki, że właściwie nie pamiętałam o czym była część pierwsza. Musiałam przeczytać własną recenzję, bo inaczej miałabym problem, serio. Anne Bishop tworzy naprawdę intrygujące światy z ciekawymi bohaterami i wciągającymi fabułami. Niestety wszystkie serie autorki są troszkę do siebie podobne, przez co, postacie oraz treść po prostu mi się mylą 😛

Fabuła

Muza Lyrra i Bard Aiden podróżują na Zachód. W trakcie wędrówki starają się ostrzegać okolicznych mieszkańców wiosek przed Czarnymi Płaszczami. Są wyczerpani podróżą, ale wiedzą, że gdzieś na Zachodzie mieszka Pan Lasu, który mógłby pomóc w walce z czarną zarazą, ochronić wiedźmy i przeciwstawić się Fae, którzy choć są silni i mają moc, to nie chcą słyszeć o problemach córek Ziemi oraz o znikających mostach łączących krainę Fae z krainą ludzi. W trakcie podróży zatrzymują się na nocleg w karczmach, gdzie mogą śpiewać i grać, czasem w stodole życzliwego gospodarza, a czasem pod gołym niebem. Trud podróży znoszą dzięki nadziei, że Pan Lasu ich wysłucha i stanie po ich stronie.

Młody baron Willowsbrook – Liam odwiedza swą matkę, która bardzo prosiła go o spotkanie zanim ten uda się na spotkanie Rady Baronów. Okazuje się, że jego zmarły ojciec – poprzedni baron był tyranem i uważał kobiety za gorsze od siebie. Bardzo podobało mu się to, co rozgrywało się ostatnimi czasu w Silvalanie, że kobiety były pozbawiane majątków, ich rola była ograniczana do bycia służącymi mężom, ojcom i synom, a każde ich przewinienie było srogo karane. Chłopak słysząc opowieści matki jest w szoku, że jego rodzicielka cierpiała w milczeniu. Na szczęście zanim zaczął szkolić Brooke – niespełna dziesięcioletnią córkę, zmarł. Liam dowiaduje się również, że posiada przyrodnią, młodszą siostrę, która jest wiedźmą oraz że jego matka jest również potomkinią Córki Ziemi.

Breanna – młoda czarownica wraz z matkę i babką mieszka w Starym Miejscu. Kobiety przeczuwają, że zbliża się niebezpieczeństwo, więc starają się umocnić dom, ogrodzenie oraz siać jak najwięcej warzyw, zbóż i owoców. Do młodej czarownicy przbywa nowy baron Willowsbrook, który wyznaje jej, iż jest jej przyrodnim bratem. Kobieta nie jest z tego faktu zadowolona. Na domiar złego, ostatnimi czasy widuje jastrzębia, która prawdopodobnie ją śledzi i sobie z niej dworuje.

Zbieraczka Morag – Pani śmierci przebywa aktualnie w gościnie u Ari i Nealla. Kobieta często też odwiedza Ashk – Panią Lasu, gdyż nie może się nadziwić, że Fae na Zachodzie żyją wśród ludzi jakby nigdy nic.

Lady Ashk oczekuje powrotu męża Padricka – Barona Bretonu. Gdy zjawia się w końcu z dziećmi, kobieta nie może się nim nacieszyć. Niestety oboje przeczuwają nadchodzące z Silvalanu kłopoty, dlatego też Pani Lasu musi być przygotowana do wojny, a Padrick jako Baron musi udać się na spotkanie rady Baronów.

W tym samym czasie inkwizytor Ubel zdaje raport Mistrzowi Adolfo odnośnie likwidowania czarownic i niszczenie Starych Miejsc. Młot na czarownice przekazuje mu dowodzenie nad grupą inkwizytorów, którzy mają udać się w kierunku Zachodu, by głosić ich prawdę.

Moim zdaniem

Pamiętam, że pierwsza część była dla mnie ok – nic nadzwyczajnego. Po prostu kolejna powieść Anne Bishop bez przeżywania i wciągania się zbytnio w fabułę. O dziwo, kontynuacja spodobała mi się o wiele bardziej. Przeczytałam moją recenzję „Filarów świata”, aby zrozumieć, co sprawiło, że „Światło i Cienie” jest dla mnie lepszą powieścią. Bohaterowie, to oni sprawili, że druga część była dla mnie ciekawsza. Ogólnie „Tir Alainn tom 2” ma te same postacie, co poprzednia część, jednak tym razem, kto inny jest główny, a kto inny poboczny. Niektórzy lubią takie zabiegi, inni nie. Ja jednak znam styl autorki i jestem do niego przyzwyczajona, więc mnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Jednak wiedźma Ari jest mało wyrazistą postacią w przeciwieństwie do Breanny czy Lady Ashk. Żeby nie było, to nie tak, że ja nie polubiłam Ari, bo polubiłam, ale spójrzmy prawdzie w oczy, nie każdy musi być intrygujący, kłótliwy, bezczelny, władczy czy chociażby zabawny 😉

Historia w drugiej części skupia się przede wszystkim na Muzie i Bardzie, to oni są ogniwem łączącym wszystkie wątki. Reszta bohaterów, która się przeplata w jakiś sposób ich zna, pozna lub jest z nimi jakoś powiązana. Fabuła jest prosta, Lira i Aiden próbują znaleźć Pana Lasu, aby ten pomógł im ocalić Córki Ziemi. Niby proste, jednak jest to historia drogi, drogi z wybojami. Całe szczęście, że nie musieli jeszcze wrzucać pierścienia do wulkanu 😛 Jak wiadomo, wszędzie mogą znajdować się „czarne płaszcze”, czyli inkwizytorzy, którzy przy pomocy tortur zabijają czarownice, gdyż te pałają się magią, a to przecież nieczyste, haniebne i do tego kobiece. W trakcie fabuły nie raz bohaterowie natykają się na „złych” bezpośrednio czy pośrednio. Nie raz będą walczyć, nie dwa uciekać, a nie raz mijać się nie wiedząc jeden o drugim.

Feminizm dla każdego oznacza coś innego. Jednym kojarzy się z wojującymi brzydkimi kobietami, które krzyczą, aby odwrócić uwagę od braku urody i faceta. Dla innych będą to kobiety, które walczą o równe prawa, o lepszą edukację, opiekę medyczną i ze stereotypami, a jeszcze dla innych to po prostu zwyczajna kobieta, która jest sobą, może robić co chce, nie jest zależna od nikogo i radzi sobie w życiu. U Anne Bishop feminizm przejawia się poprzez prawa kobiet, a konkretnie poprzez odbieranie praw do praktycznie wszystkiego, czego nie aprobują mężczyźni. Czarownice są tymi złymi, gdyż pałają się magią, są niezależne, radzą sobie bez mężczyzn, a ich kochankowie mają sprawiać im przyjemność, a nie tylko płodzić dzieci. Feminizm w Tir Alainn to walka o bycie sobą, o równe prawa, o nie traktowanie płci pięknej jako tej gorszej i głupszej czy jako inkubator. Autorka pokazała, że kobiety mają wrogów nie tylko wśród mężczyzn, ale i innych kobiet. Doskonałym przykładem są niektóre kobiety Fae, które uważają się za lepsze od zwykłych Córek Ziemi, a przecież i jedne, i drugie powinny współpracować i się wspierać. Zamiast traktować się z góry, bo ktoś jest kobietą Fae albo kobietą wiedźmą, każda powinna choć spróbować zrozumieć tą inną. Chyba właśnie ten wszechobecny feminizm tak trzyma mnie przy seriach Anne Bishop. I żeby nie było, w książkach pojawiają się również faceci feminiści. Mamy mężczyzn, którzy od początku traktują kobiety z szacunkiem czy też tacy, który z czasem zrozumieli, że ich wcześniejszy tok rozumowania – kobieta to matka i córka, więc powinny słuchać się mężów i ojców – jest błędny.

Niby serie Pani Bishop są do siebie bardzo podobne, ich wspólnym wątkiem są kobiety, które w jakiś sposób pałają się magią, wyróżniają się na tle innych, ukrywają swoje zdolności lub mają problemy przez swoje dary. To wszystko można znaleźć w każdej serii autorki, jednak historie, postacie i zakończenia są inne. Co prawda po tylu latach mam problem z rozróżnieniem, które sceny należą do których powieści, jednak ta jedna – wyjątkowa bohaterka zawsze się wyróżnia i mimo iż ma cechy wspólne z pozostałymi niezwykłymi żeńskimi postaciami, to jednak doskonale je odróżniam i nie mylę. „Światło i Cienie”, to dobra kontynuacja, nawet lepsza od pierwszej części, w mojej ocenie, więc jeśli lubicie styl autorki, jeśli czytaliście już „Filary świata”, to nie pozostaje wam nic innego, jak zaopatrzyć się w drugą część i czekać cierpliwie na wydanie trzeciej 😛

Ocena: 5/6

Martycja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s