Opublikowany w Irrompible

Diament śmierci – Matthew Hart


diament-smierciMarilyn Monroe śpiewała: „Diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety” i jak najbardziej zgadzam się z jej słowami. Gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu książki Matthew Harta, która a) jest thrillerem i b) dotyczy diamentów, byłam przekonana, że i sam „Diament śmierci” będzie dla mnie takim małym, literackim brylancikiem. Niestety moje oczekiwania minęły się z rzeczywistością. Dlaczego?

Historia tytułowego ogromnego diamentu rozpoczyna się od wyłowienia go z rzeki w północno-wschodniej części Angoli przez dwóch poszukiwaczy. Już wtedy kamień pokrywa się pierwszymi kropelkami krwi… Akcja następnie przenosi się do Stanów Zjednoczonych. Alex Turner — tajny agent Departamentu Skarbu i były agent CIA, który zajmuje się tropieniem nielegalnych handlarzy diamentów przeprowadza wraz z policją akcję schwytania jednego z nich, która niestety kończy się niepowodzeniem. Od tego momentu Alex zostaje wplątany w sieć intryg, kłamstw i politycznych zagrywek, a w tle zawsze pojawia się przepiękny, ale i śmiercionośny różowy diament. Jaka jest historia tego kamienia? Jaki jest jego związek z kampanią prezydencką?

Lubię oglądać ekranizacje książek i porównywać je z literackimi odpowiednikami. Dlaczego o tym wspominam? Uważam, że „Diament śmierci” świetnie nadawałby się na film, co jednak nie oznacza, że powieść tak bardzo mi się spodobała, że chcę zobaczyć tę historię na wielkim ekranie. Wręcz przeciwnie. W fabule i sposobie pisania autora jest coś takiego, że jako lektura to się po prostu nie broni. Przykładowo pościgi. Może i z zaciekawieniem ogląda się je w filmie, ale czytanie o nich to prawdziwa udręka. Są chaotyczne i nużące. W podobny sposób jest niestety napisana reszta książki. Najpierw ma miejsce dość interesująca akcja w kościele, a potem wszystko się „rozjeżdża”. Jest mowa o pewnym polityku i o przestępcy, którzy są powiązani z tytułowym różowym diamentem, ale tak naprawdę nie wiadomo w czym problem. Fabułę dość trudno opowiedzieć, bo w powieści brak wyraźnie zaakceptowanego wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Coś się dzieje, ale w zasadzie nie wiadomo po co i dlaczego. Może przez to „Diament śmierci” nie wciąga. W końcu nie ma żadnego momentu, na który czytelnik by czekał, czegoś, co zachęcałoby go do dalszej lektury.

Przypuszczam, że autor chciał być tajemniczy i tą swoją tajemniczością planował zaintrygować czytelnika, ale nie wypaliło. Czasem trzeba choć trochę odsłonić karty, aby osoba sięgająca po książkę wiedziała, że warto czytać dalej. Książka jest po prostu nijaka i przegadana. Czyta się ją wolno i bez większego zainteresowania. Poza tym dość trudno odnaleźć się w wykreowanym przez autora świecie. Hart wrzuca zagubionego czytelnika w wir wydarzeń bez żadnego wprowadzenia, wytłumaczenia mu kilku spraw i przedstawienia bohaterów. Przez to też podczas lektury nieco czułam się jak intruz czy podglądacz. Zupełnie tak, jakbym wtrącała się w sprawy bohaterów i jakby narratorowi wcale nie było na rękę, abym poznała tę historię.

Kolejnym problemem „Diamentu śmierci” są bohaterowie. Sięgając po książkę (każdą inną niż powieść fantastyczna) liczę na poznanie ciekawej opowieści, która faktycznie mogłaby się wydarzyć. W „Diamencie śmierci” każda jedna postać jest osobą wysoko postawioną, agentem służb, politykiem, przestępcą czy znawcą diamentów. Znacznie odbiera to realność tej historii. Od razu czuć, że jest to tylko książka, a fabuła jest jedynie wytworem wyobraźni autora. Może i nie jest to ogromna wada i znajdą się osoby, którym tacy bohaterowie nie będą przeszkadzać, jednak mi niezbyt to odpowiadało.

Pisać każdy może, ale nie każdy powinien. Przelana na papier opowieść to jeszcze nie książka. Trzeba jeszcze wiedzieć w jaki sposób poprowadzić narrację, aby czytelnik mógł i chciał (!) dobrze poznać tę opowieść. W „Diamencie śmierci” zabrakło warsztatu, doświadczenia i lekkiego pióra. Raczej nie polubię się z twórczością Matthew Harta, ale głęboko wierzę, że znajdzie się choć małe grono odbiorców, którym przypadnie do gustu taki styl pisania, zawirowania polityczne i giełdowe oraz wątek szpiegostwa.

Ocena 2/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu REBIS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s