Opublikowany w MariDa

Zaginiona kobieta – Mary Kubica


zaginiona kobieta

Pogoda nie rozpieszcza, a po powrocie do domu ma się ochotę zakopać pod kołdrą i albo coś obejrzeć albo poczytać. Ostatnio stawiam na to drugie. A skoro wieczory są coraz dłuższe i towarzyszy im deszcz lub wiatr, mój wybór padł na „Zaginioną kobietę” Mary Kubicy. Coś, co trzyma w napięciu i klimatem idealnie wpisuje się w na końcówkę września. Ciekawi?

Shelby znika jako pierwsza. Niedługo po niej za zaginione zostają uznane również Meredith i jej sześcioletnia córeczka Delilah. Czy te sprawy się łączą? Czy zaginione się znały? Czy miejscowa ludność ma się czego obawiać? Trwają poszukiwania, a w międzyczasie na jaw wychodzą kolejne fakty, szokujące mniej lub bardziej. Ale największe zaskoczenie pojawia się dopiero po jedenastu latach, gdy pojawia się Delilah, jako siedemnastoletnia już dziewczyna. Świat kilku osób wywraca się do góry nogami.

Co warto podkreślić, dużym ułatwieniem jest opis znajdujący się na okładce. Często wydawnictwa zdradzają w nim zbyt wiele, jednak w tym wypadku był on pozytywną wskazówką. Dlaczego? Otóż autorka nie bawi się w podchody i od pierwszych stron wrzuca czytelnika na tak zwaną głęboką wodę. Na pierwszy ogień idzie króciutki fragment bez imion, a potem szereg retrospekcji. Jest w miarę dynamicznie, ale gdyby nie opis, byłoby ciężko. Przynajmniej przez jakiś czas. A tak, dzięki opisowi zatapiałam się w historię w komfortowych warunkach.

Jeśli chodzi o samą treść, wiele można by pisać. Zacznę więc od czegoś, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, czyli wątku psychologiczno-socjologicznego. Perspektywa Delilah bardzo mocno sprowokowała mnie do przemyśleń, jak ja bym się zachowała, będąc jej najbliższą rodziną. Jaka byłaby moja reakcja po 11-tu latach. Jako czytelnik znałam wiele szczegółów, których od razu nie poznali jej krewni, ale gdyby w moim domu nagle pojawił się ktoś, kogo spodziewałabym się już nie zobaczyć… Zwłaszcza, że Delilah bardzo się zmieniła. Jej przemiana okazała się bardzo drastyczna, a jednocześnie szalenie ciekawa. By nie psuć nikomu zabawy, nie zdradzę szczegółów, ale jej postać była dla mniej najciekawsza. Przerażająca oraz intrygująca. Zapewne zabrzmi to drastycznie, ale w pewien sposób dziewczyna mogłaby stać się obiektem naukowym – wspomniana już perspektywa psychologiczna oraz socjologiczna.

Dodatkowo oliwy do ognia dolewały retrospekcje, które ukazywały perspektywy matki dziewczynki, a także sąsiadki, która bez mrugnięcia okiem dołączyła do poszukiwań. Pojawiło się również spojrzenie Leo, brata zaginionej dziewczyny. 15-letniego już chłopaka, który starał się poradzić sobie z nową rzeczywistością, jaką było odnalezienie się siostry. Kogoś, za kim przepadał jako dzieciak i kogoś, kogo po tylu latach w ogóle nie pamiętał. Według mnie była to druga w kolejności postać, która przykuwała wzrok. Autorka nie poświęciła mu zbyt wiele czasu, a mimo wszystko na jego spojrzenie czekałam najbardziej. Strasznie mnie ciekawiło, jak odnajdzie się w nowej rzeczywistości.

I w ten sposób dochodzimy do ogólnych wrażeń, które były na plus. Ta powieść dała mi coś, czego potrzebowałam, czyli odprężenia. Wciągnęła mnie i pozwoliła zapomnieć o bożym świecie. Najbardziej podobały mi się oczywistości, które nagle wyprowadzały mnie prosto w przysłowiowy las. Jedyne, co mnie troszkę raziło, to zły dobór słów. Jeśli był jakiś mocny zwrot akcji, a było ich kilka, to był on napisany podobnie, jak cała reszta. W efekcie przez cały czas czułam się jednakowo. Było to dobre uczucie, ale w tych ważniejszych chwilach powinnam czuć nieco więcej. Niestety tego mi zabrakło. Szczególnie, jeśli chodzi o zakończenie. Było bardzo w porządku, ale jakby pisane na szybko, bo ktoś chciał zabrać autorce kartki. Szkoda, bo dla mnie stało się ono wyraźną rysą na szkle.

Czy polecam? Tak. Mimo wszystko będę dobrze wspominać, bo treść sama w sobie była dobra. Szczególnie płaszczyzna emocjonalna, która w moich oczach wydała się mocno prawdopodobna. Na pewno na długo nie zapomnę tej książki i chętnie sięgnę po coś innego Mary Kubicy. Chciałabym mieć porównanie. Chciałabym też móc się łudzić, że takie sytuacje nie mają miejsca. Niestety życie pisze podobne scenariusze.

Ocena: 5,5/6

MariDa

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu PORADNIA K

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s