Opublikowany w Irrompible

Miłość na święta – Christina Lauren


milosc-na-swietaWłaśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że czytanie książek podejmujących tematykę świąt stało się niejako moją tradycją. Każdego roku mówię sobie, że to już ostatni raz, ale mija dwanaście miesięcy, a ja znów kieruję wzrok ku tym wszystkim powieściom ze światełkami, bombkami i prezentami na okładce. I co roku tego żałuję. „Miłość na święta” pokazała mi jednak, że nie zawsze motyw świąteczny to tani chwyt marketingowy i że istnieją jeszcze pozycje godne uwagi, przesycone aromatem choinki i wigilijnych potraw.

Pozostając wierna swojemu gustowi czytelniczemu nawet gdy decyduję się na przeczytanie powieści z motywem bożonarodzeniowym, sięgam po thrillery czy kryminały i… prawdopodobnie jest to błąd. Opis najczęściej brzmi zachwycająco, a gdy już przychodzi do lektury, okazuje się, że fabuła ucierpiała kosztem chęci zbudowania świątecznego klimatu, a z kolei klimat ten, ucierpiał za sprawą dość — umówmy się — mało świątecznej tematyki. Tym razem postanowiłam dotrzymać tradycji i sięgnąć po powieść z motywem Bożego Narodzenia, ale wybrać inny gatunek. Okazało się, że to właśnie w nim tkwił problem.

Gdybym miała pokrótce podsumować ten rok, powiedziałabym, że był on pełny czytelniczych wyzwań. Sięgałam po mnóstwo książek, które z jednej strony brzmiały ciekawie, ale z drugiej były totalnym przeciwieństwem tego, co zwykłam wybierać. Dzięki temu dowiedziałam się o samej sobie, że nawet lubię romanse, o ile są dobrze napisane i mają odpowiednio wykreowanych bohaterów. To właśnie sprawiło, że odważyłam się sięgnąć po „Miłość na święta”.

Główna bohaterka Maelyn Jones nieco zagubiła się w swoim życiu. Podczas świątecznego zjazdu popełnia miłosny błąd, przez który jej sytuacja jeszcze się pogarsza. Wracając do domu zdołowana dziewczyna wypowiada życzenie — chce zobaczyć, co sprawi, że będzie szczęśliwa. W tym momencie samochód, w którym jedzie ma wypadek. Mae otwiera oczy i okazuje się, że wcale nie umarła, ani nie jest w szpitalu. Siedzi właśnie w samolocie w drodze na… ten sam zjazd świąteczny, na którym już była. Maelyn wpada do pętli czasu i przeżywa te same dni na nowo. Los daje jej szansę na podjęcie innych decyzji, odnalezienie miłości i prawdziwego szczęścia.

„Miłość na święta” jest przepełniona wręcz groteskowym amerykańskim świątecznym klimatem. Jej lektura sprawia, że można całym sobą poczuć magię świąt i przede wszystkim tego od niej oczekiwałam. Jest wręcz przesycona tradycjami i zwyczajami grupy przyjaciół, którzy od lat spotykają się wraz ze swoimi rodzinami w małej chatce należącej do jednej z par. Znajomi niemal cały czas przebywają razem i robią wspólnie masę ciekawych rzeczy. Grają w „sardynki”, rywalizują między sobą w konkursie na śnieżnego stwora, realizują wyzwania z listy (takie jak na przykład nagranie nieznajomych śpiewających „Jingle bells”), zjeżdżają na sankach, grają w planszówki i wiele innych. Bardzo miło się o tym czytało biorąc pod uwagę to, jak ludzie obecnie spędzają święta. Każdy wie, że niby jest to rodzinny czas, a mimo to większość osób spędza go z nosem w telefonie. Zgodzę się, że opisane w książce zwyczaje, ich rodzaj i ilość nieco przytłaczają i nie mogę sobie wyobrazić jakiejkolwiek rodziny, która faktycznie funkcjonuje w ten sposób, ale myślę, że można zaczerpnąć z powieści Lauren garść inspiracji i spróbować spędzić aktywnie czas w gronie rodzinnym.

Nie cierpię książek, w których uczucie między dwojgiem zupełnie obcych sobie ludzi rozkwita z dnia na dzień i czytelnik ma uwierzyć, że jest to wielka, prawdziwa miłość. W powieści Lauren tak na szczęście nie jest — zakochani znali się od czasów dzieciństwa, ale dotychczas traktowali się po przyjacielsku i nie widzieli w sobie potencjalnego partnera. Sam wątek miłosny jest oczywiście przewidywalny, ale mimo to książkę czyta się bardzo przyjemnie i bez problemu można wyobrazić sobie siebie na miejscu Maelyn i jeszcze intensywniej przeżywać jej przygody.

„Miłość na święta” jest taka, jaka powinna być. Można dzięki niej poczuć klimat bożonarodzeniowy, ale i zapoznać się z ciekawą historią miłosną. Co ważne, książka nie jest przesłodzona, ani wyidealizowana. Główna bohaterka budzi sympatię, jest nieco zakręcona, ale to tylko dodaje jej wiarygodności. To nie jest ckliwa historyjka, a coś, co (poza wątkiem pętli czasu) naprawdę mogłoby się wydarzyć. Nie brakuje humoru, małych wpadek i nieporozumień. Jeśli ktoś staje przed wyborem idealnej powieści na święta, moją propozycją jest jak najbardziej „Miłość na święta”. Mam nadzieję, że w przyszłym roku trafię na równie dobrą książkę jak ta.

Ocena: 5/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu PORADNIA K

Jedna myśl na temat “Miłość na święta – Christina Lauren

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s