Opublikowany w Irrompible

Morderstwo w Suffolk – Anthony Horowitz


morderstwa-w-suffolkRegularnie czytając, a co więcej sięgając non stop po książki należące do tych samych gatunków w pewnym momencie zaczyna się odczuwać monotonię i odnosi się wrażenie, że przeczytało się już dosłownie wszystko i nie ma już nic, co byłoby w stanie nas zaskoczyć. W takich momentach szczególnie doceniam powieści, które się czymś wyróżniają. Już po przekartkowaniu „Morderstwa w Suffolk” wiedziałam, że trafiłam właśnie na taką książkę. Ale czy jest to jej atut czy może zbędne przekombinowanie?

Była redaktorka Susan Ryeland wraz z partnerem prowadzi niewielki hotelik w Grecji. Codzienną rutynę przerywa wizyta pary Anglików. Państwo Treherne opowiadają, jak przed laty w dzień ślubu ich córki Cecily doszło do zabójstwa. Zbrodnia miała miejsce w tym samym hotelu co przyjęcie. Wszelkie dowody jednoznacznie wskazywały na sprawcę, który został skazany i odbywa wyrok. Tymczasem dochodzi do zaginięcia Cecily. Dziewczyna parę dni wcześniej kontaktowała się z rodzicami twierdząc, że mężczyzna skazany za to morderstwo jest niewinny. Tłumaczy, że odpowiedź znalazła na kartach pewnej powieści. Wydaje się, że sprawy te są ze sobą powiązane. Państwo Treherne proszę Susan, aby przeczytała tę książkę i tym samym pomogła im odnaleźć córkę. W końcu to Susan odpowiadała za jej redakcję. Kto inny, jeśli nie ona może znaleźć zaszyfrowane w niej wskazówki.

Napawając się dopiero co dostarczoną przez kuriera książką dostrzegłam ciemny pas mniej więcej w połowie jej objętości. Z ciekawości przeszłam na tę stronę i okazało się, że była to czarno-biała okładka zupełnie innej powieści, na dodatek innego autora. Zwątpiłam. Może „Morderstwo w Suffolk” to zbiór opowiadań? A może to zbiorcze wydanie dwóch pozycji? Rozwiązanie okazało się zdecydowanie prostsze, choć nie mniej zaskakujące. Książka, którą ma przeczytać Susan na prośbę rodziców zaginionej Cecily znajduje się… w treści „Morderstwa w Suffolk”. A zatem po około 200 stronach pojawia się zupełnie inna powieść, z nowymi postaciami, jedynie luźno powiązana z fabułą właściwej książki. Po kolejnych 200 stronach następuje powrót do głównych wydarzeń.

Spotkałam się już kilka razy z powieścią szkatułkową, jednak nigdy w aż tak dosłownym znaczeniu tego słowa. Umieszczenie książki w książce to według mnie bardzo ciekawy pomysł, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu przypadnie on do gustu. Część czytelników może się pogubić w trakcie lektury, zacząć mylić bohaterów i wydarzenia czy też zapomnieć o tym, co miało miejsce wcześniej. W związku z tym zaleciłabym sięgnięcie po „Morderstwo w Suffolk” gdy ma się na to odpowiednio dużo czasu. To nie jest książka, którą można czytać tygodniami. Trzeba jej poświęcić nieco czasu i uwagi.

Fabuła… obydwóch powieści mi się spodobała, ale nie da się ukryć, że była mocno inspirowana klasykami gatunku (nawet tego typu insynuacje można napotkać w treści). Tak naprawdę sam tytuł książki nawiązuje już do twórczości Agathy Christie i jej „Morderstwa w Mezopotamii” czy też „Morderstwa w Orient Expressie”, a dalej jest jeszcze więcej podobieństw. O ile bardzo spodobała mi forma książki w książce, o tyle postawienie na taką klasykę w treści już nie aż tak. Po prostu wolę bardziej dynamiczną fabułę wykreowaną w nowocześniejszy sposób. Nie zmienia to faktu, że powieść Horowitza mnie wciągnęła i z wielką chęcią ją przeczytałam.

Złapałam się kilkukrotnie na tym, że zapominałam, że „Morderstwo w Suffolk” napisał mężczyzna. Po prostu — postać Susan jest tak świetnie wykreowana, że aż trudno uwierzyć, że to nie kobieta ją stworzyła. I piszę to ja — osoba, która z reguły nie cierpi żeńskich postaci w książkach. Jedyne co, skoro już mowa o Susan, to wyrzuciłabym z opisu z tyłu okładki tą „emerytowaną redaktorkę”. Co prawda nie znam wydarzeń z pierwszego tomu (około 160 strony zorientowałam się, że taki musiał w ogóle być!) i może faktycznie Susan jakąś emeryturę ma, ale to określenie w ogóle mi nie pasuje do kobiety około pięćdziesiątki (tym bardziej wątpię w emeryturę), a zwłaszcza takiej, jak Susan, która właściwie dopiero teraz zaczyna cieszyć się życiem. Czytając opis widziałam oczami wyobraźni wręcz babulinkę, w której życiu nic się nie dzieje i zmienia to pojawienie się pary Anglików. Było to nieco mylące. „Była redaktorka” w zupełności by wystarczyła.

Rzadko komentuję kwestię okładki, ale w tym przypadku nie mogę tego nie zrobić. Jest ona wręcz do bólu nijaka porównując z absolutnie niebanalną treścią. Poza tym jest po prostu… brzydka. Przy tak rozbudowanej, zawiłej i wyrafinowanej fabule spodziewałabym się eleganckiej, mocno zdobionej okładki. Z tym już niestety nie można nic zrobić, ale zapewniam, że w środku kryje się zdecydowanie więcej niż wielka sowa i stary dom niczym z horroru.

„Morderstwo w Suffolk” to przedziwna powieść. Podczas lektury nie potrafiłam określić czy mi się podoba czy nie. Skończyłam ją czytać kilka dni temu i liczyłam, że do tego czasu wszystko poukłada mi się w głowie, ale nadal nie wiem co o niej sądzić. Z jednej strony znajduje się w niej dość nowe, świeże rozwiązanie, lecz z drugiej jest do bólu klasyczna. Innowacyjność uwielbiam i bardzo sobie cenię, a z kolei pomysły rodem z książek Agathy Christie najchętniej zostawiłabym… książkom Agathy Christie. Nie ulega wątpliwości, że jest to nietypowa powieść i warto się z nią zapoznać żeby wyrobić własną opinię na jej temat.

Ocena: 4,5/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu REBIS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s