Opublikowany w Irrompible

Ratunku! Wymyśliłam sobie męża – Katarzyna Kowalewska


ratunku-wymyslilam-mezaW ciągu ostatnich miesięcy mój gust czytelniczy przechodził wiele przemian. Zaczęłam sięgać po książki należące do przeróżnych gatunków — po komedie kryminalne, biografie, reportaże i inne cuda, na które jeszcze nie tak dawno, nawet bym nie spojrzała. A co najważniejsze, podobało mi się. Zachęcona poprzednimi doświadczeniami, bez większego zawahania postanowiłam sięgnąć po „Ratunku! Wymyśliłam męża”. Czy była to dobra decyzja?

Florencja i Bartek to małżeństwo z kilkuletnim stażem, które przechodzi właśnie kryzys. Kobietę, jako romantyczkę drażni brak czułości ze strony męża i jego pełne ironii komentarze. Wspierana przez zwariowanych przyjaciół z kursu kreatywnego pisania postanawia napisać powieść. Od tego momentu Bartek jakby się zmienia… Czyżby stawał się tym wymarzonym mężem, którego opisywała?

Lektura pierwszych kilkudziesięciu stron nieco mnie zmartwiła. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale jakoś drażnią mnie imiona bohaterów w wielu polskich powieściach — albo są zbyt pospolite, albo zbyt udziwnione. Podobnie było i tym razem. O ile przeżyję główną bohaterkę Florencję, bo jej imię faktycznie ma jakąś historię, o tyle Dżastina (pisownia niestety oryginalna) i Tom, przy tak małej ilości bohaterów to już dla mnie za dużo. Ach, nie zapominając jeszcze o… Barnabie. Czy miał to być element komizmu — nie wiem. Czy kogoś to bawi? Mnie akurat nie. Kiedy już zaakceptowałam niezbyt trafny wybór imion, było na szczęście lepiej.

Już po samym opisie książki spodziewałam się niezbyt skomplikowanej historii i nie liczyłam na wielowątkowe arcydzieło literatury, jednak mimo to, mimo moich dość niskich oczekiwań, nie zostały one spełnione w stu procentach. Rozczarowała mnie banalność i naiwność przedstawionej historii. O ile można tutaj mówić o jakiejkolwiek historii, bo powieść jest do bólu obyczajowa i nie przedstawia w zasadzie nic więcej niż prozę życia. Nawet gdy pojawił się jakiś zwrot akcji, dało się bez żadnego problemu przewidzieć co się wydarzy, nie było żadnych zaskoczeń. Ponadto poza „zwariowanymi” imionami, co jest raczej standardem w komediach, nie dostrzegłam zbyt wiele co mogłoby mnie rozbawić. No, może jedynie jakaś riposta Bartka od czasu do czasu. Tym, o czym tak naprawdę jest ta książka, są problemy małżeńskie, przedstawione w dość przystępnej i przyjaznej formie. Jeżeli ktoś szuka powieści na ten temat, nie znajdzie nic lepszego.

Co dla jednych będzie zaletą, dla innych może okazać się wadą. Nie jestem po ślubie i w przypadku lektury tej książki ma to ogromne znaczenie jeżeli chodzi o jej zrozumienie i postrzeganie. Staram się, ale nie kupuję małżeństwa, które nie potrafi przez wiele lat (!) przeprowadzić jednej poważnej rozmowy i co więcej, które jest tak (moim zdaniem) niedobrane. Jasne, przeciwieństwa się przyciągają i tak dalej, ale niekiedy aż mnie bolało, gdy pragnącą czułości Florę, Bartek wręcz beształ i podcinał jej skrzydła, za każdym razem gdy mówiła o tym, że chce zostać pisarką. Cały czas tylko pytałam się „to po co są razem?”. Myślę, że zdecydowanie więcej z lektury tej powieści wyciągnie osoba posiadająca podobne doświadczenia, co główna bohaterka.

Kolejnym słabym punktem, który w teorii powinien być zaletą (bo normalnie uwielbiam takie rozwiązania) jest „książka w książce”. W treści znajdziemy fragmenty powieści, którą Florencja napisała. Niestety, nie jest to żadne ubarwienie historii, ani nic z tych rzeczy. Książkowi Felicja i Barnaba są jeszcze bardziej nudni niż Florencja i Bartek. Ich idealne życie, drogie ubrania, wystawne przyjęcia… nie było tam nic co by mnie zaciekawiło. Rozumiem dlaczego autorka zdecydowała się na takie rozwiązanie, jednak nie obraziłabym się, gdyby powieść Flory była nieco bardziej wyszukana.

Jasne, „Ratunku! Wymyśliłam męża” jest dość banalna i można jej sporo zarzucić, jednak nie zmienia to faktu, że czyta się ją z zaciekawieniem, a o to chyba chodzi w czytaniu, prawda? Mimo że kilka rzeczy mnie w niej irytowało, byłam ciekawa zakończenia i przeczytałam ją szybciutko. Może i nie olśniła mnie niezwykłymi opisami, zapadającymi w pamięć bohaterami czy rozbudowaną fabułą, ale naprawdę dość przyjemnie się ją czytało. Uważam, że świetnie sprawdzi się jako lekkie czytadło podczas urlopu na plaży czy nad basenem. Jeżeli ktoś gustuje w powieściach tego typu, jak najbardziej może dopisać tę pozycję do swojej listy.

„Ratunku! Wymyśliłam męża” to książka, która przypuszczam, że może zachwycić, o ile wpadnie w odpowiednie ręce. Najlepiej, jeśli sięgnie po nią osoba, która choć trochę będzie w stanie utożsamić się z główną bohaterką i jej problemami. Mi niestety się to nie udało. Być może przerósł mnie wątek małżeństwa z wieloletnim stażem, ich nieprzerobione tematy i brak prawdziwej, szczerej rozmowy. Mimo to, dość przyjemnie mi się czytało powieść Kowalewskiej i jeśli jej następna książka będzie podejmowała nieco inną tematykę, być może dam jej szansę.

Ocena: 3,5/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-ka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s