Opublikowany w Pomyluna

Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens


opowiesc-o-dwoch-miastachKlasyki w literaturze zapisały się w historii jako powieści ponadczasowe, przekazujące jakąś prawdę i wiedzę o życiu niezależnie od czasów, w jakich żyje czytelnik. Klasyki uczą, czym jest miłość, przyjaźń, czym jest walka, ale i spokój. Ukazują człowieka, jakim jest naprawdę, a nie pokazują jego idealnego oblicza. Pomagają w pewien sposób dostrzec to, co najważniejsze w życiu, że to, co ma największą wartość, wcale nie musi oznaczać pełnej sakiewki monet, lecz co ma się w sercu.

W swoim życiu przeczytałam już kilka pozycji z gatunku literatury klasycznej. Każda z nich wywarła na mnie inne wrażenie, zmusiła do zastanowienia się nad różnymi aspektami mojego życia, a przede wszystkim były czymś, czego tak łatwo się nie zapomina. Bo były prawdziwe, jak gdyby pisane o prawdziwych ludziach, którzy nie byli wcale czarno-biali, ale mieli w sobie całą paletę kolorów w zależności od momentu życia, w jakim się znaleźli.

Postanowiłam, że może już czas sięgnąć po kolejny klasyk. Wydawnictwo Zysk i S-ka robiło wznowienie jednej z najsłynniejszych powieści Charlesa Dickensa, „Opowieści o dwóch miastach”, więc pomyślałam, że to będzie idealny wybór.

„Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy”.

Tak rozpoczyna się powieść osadzona w XVIII wieku, przed i w trakcie rewolucji francuskiej. Głównymi bohaterami jest kilka osób, w tym doktor Manette, były więzień Bastylii, jego córka Lucie, przyjaciel rodziny i bankowiec, pan Lorry, młody francuski arystokrata Karol Darnay oraz młody adwokat i pijak, Sydney Carton. Ich losy przeplatają się na kartach powieści, a dwóch ostatnich panów połączy miłość do jednej kobiety.

Na początku wszystko wydawało mi się trochę mdłe i nijakie. Ciężko było się wkręcić w całą historię, bo początki były trudne, wątki rozwijały się ślimaczym tempem. Jednak im dalej, tym akcja nabierała tempa, a ostatnie sto stron czytałam się w wypiekami na twarzy i to dosłownie! Nie spodziewałam się w książce z gatunku klasycznego takiego współczesnego plot twistu. Oczy co chwila otwierały się z zaskoczenia, a pod nosem mruczałam, że to po prostu niemożliwe.


„Opowieść o dwóch miastach” to tomiszcze liczące prawie sześćset stron i którym można śmiało rozbić komuś głowę (nie żebym podsuwała pomysły!). Na tych sześciuset stronach mamy zawartą śmierć, miłość, rewolucję i spokój. Jednak przede wszystkim mamy tytułowe dwa miasta, Londyn i Paryż. Każde z nich jest inne, ludzie inaczej żyją, arystokracja jest inna, biedota jest inna. Dickens w dobry sposób ukazał przepaść między nimi, ale łączy je zarazem wszystko. Londyn i Paryż to naoczni świadkowie przeplatających się losów swoich mieszkańców. Anglicy wyjadą do Francji, Francuzi przybędą do Londynu.

Główną bohaterką wcale nie będzie Lucie, ale Gilotyna. Narzędzie ostre i pozbawione litości, bo dla niej nie liczyło się, kto był markizem czy królem, grabarzem czy szynkarzem, wszyscy, dosłownie wszyscy, którzy sprzeciwiali się Republice Francuskiej, trafiali w jej ciepłe „ramiona” i pod zimne ostrze.


To, co urzeka mnie w tej powieści to język. Obecna literatura jest tworzona bardziej na luzie, słownictwo jest proste, by każdy z czytelników nie miał problemu z odbiorem, a opisy są skrócone do minimum. Dickens natomiast nie jest tak prosty w odbiorze, zawiera według mnie całą masę metafor i rozbudowanych opisów, czy filozoficznych, wzniosłych stwierdzeń, toteż trzeba się naprawdę mocno skoncentrować, by zrozumieć, co autor miał na myśli. Warsztat literacki Dickensa to też wiele opisów i barwny język, który zachwyca. Kiedy miałam przed sobą akapit na niemal stronę, to czytałam uważnie i powoli, bo wszystko było tak dobrze ujęte, tak barwnie opisane, że nie pozostawało nic innego jak tylko zamknąć oczy i wyobrazić sobie to wszystko. Piękny, choć trudny ponadczasowy język.

„Opowieść o dwóch miastach” to, tak jak już wspomniałam, powieść ponadczasowa, ponad podziałami i dająca mocno do myślenia. W niej nie ma wygranych, nie ma przegranych, a każdy i tak trafi w czułe objęcia śmierci. Nieważne czy będzie to spokojne odejście z tego świata, czy nerwowe pod ostrzem pani Gilotyny. Myślę, że każdy w swoim życiu, choć raz powinien sięgnąć po tę powieść. By uzmysłowić sobie, że każda wielka rewolucja zaczyna się od małych, pozornie nic nieznaczących kroków. Długo będę mieć w pamięci tę historię i Wam także życzę tego, by spodobała Wam się równie mocno, jak mnie!

Ocena 5/6

Pomyluna

Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s