Nigdziebądź – Neil Gaiman


nigdziebadz Zabrałam się w końcu za przeczytanie książki Neila Gaimana! Tak, tak… w moim wykonaniu to chyba należą się brawa, oklaski przez godzinę i owacje na stojąco, bo przyznam, że wzbraniałam się, omijałam tak szerokim łukiem jak tylko pozwalał mi metraż pokoju, ale przyszedł ten moment, kiedy powiedziałam: dość! Muszę przeczytać, bo po prostu muszę!

Neil Gaiman od zawsze kojarzył mi się z autorem książek fantastycznych, ale nie byle jakich, tylko tych określanych jako… wyższa fantastyka? Lepsza, a może bardziej ambitniejsza fantastyka? Właściwie to nieważne, bo wiele miesięcy i lat po prostu go omijałam, bo bałam się, że nie udźwignę treści zawartej w jego książkach. I wiecie co? Niewiele się w tej kwestii chyba zmieniło.

Richard Mayhew przeprowadził się do Londynu, gdzie miał rozpocząć nową pracę. Wszystko ładnie, pięknie się układa, ponieważ w niedługim czasie poznaje kobietę, z którą ma nadzieję spędzić resztę życia, zaręczają się, jest naprawdę jak w bajce! Do czasu, aż pewnego dnia Richard nie zapomina potwierdzić rezerwacji stolika w restauracji, gdzie trzeba czekać latami. Od tego momentu jego życie zaczyna się wręcz walić, ponieważ wieczorem zmierzając już do rzeczonej restauracji, na ulicy materializuje się brudna, krwawiąca dziewczyna. Richard nie mogąc znieść myśli, że dziewczyna się wykrwawi, wystawia narzeczoną i pomaga potrzebującej.

Myślę, że tyle wystarczy, by zaostrzyć apetyt na tę książkę? Przewracanie kolejnych stron to już po prostu czysta fantastyka, bo Richard uświadamia sobie, że trafił do Londynu Pod, gdzie… wszystko jest niby takie samo, ale jednak różni się ogromnie. Jest tam ciemno, mroczno, niebezpiecznie i na pewno osobiście bym się tam nie wybrała. Londyn Pod jest pełen istot dziwnych i przerażających, jak dla przykładu Aksamitne, czy londyńska Bestia, a także szczuromówcy i Czarni Mnichowie. Przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to jak to wszystko jest wykreowane, z jakimi szczegółami opisane… z bólem serca i wątroby, ale muszę napisać, że mnie to nie porwało. Na książkę musiałam spojrzeć realiami jakie były w latach 90 ubiegłego wieku, kiedy Gaiman pisał te historię 😉 jak na tamte czasy mogła wydawać się fenomenem, czymś zaskakującym niezwykłym, ale bądźmy szczerzy tak między sobą… ile jest teraz książek o podobnej tematyce, podobnych przygodach i równie identycznym zakończeniu? Multum, cała masa, ogrom, grzybki po deszczu.

Co do postaci, to są one dość powierzchownie przedstawione. W ponad trzystustronicowej powieści główny bohater jest ukazany, jako przypadkowa osoba w całym przedsięwzięciu, o Łowczyni nie można dowiedzieć się niczego, poza tym, że pragnie zabić Bestię z Londyny Pod. Mogłabym wymienić jeszcze kilka osób, ale mijałoby się to z celem. Tych postaci jest po prostu za dużo… a pan Gaiman chyba nad dobrym wykreowaniu postaci wolał się skupić na wartkiej akcji, żeby ciągle się coś działo. Nooo… nie. Ja tego nie kupuję, bo lubię wiedzieć coś o przeszłości bohaterów.

Od kiedy tylko zaczęłam czytać miałam porównanie do innej książki. Tak, ostatnio często je miewam, może to właśnie przez powtarzający się schemat? Książka, która wydała mi się podobna to „Na tropach jednorożca” Mike’a Resnick’a, stara, bardzo stara książka o detektywie, którego o pomoc prosi elf, gdyż ukradziono mu bardzo cennego jednorożca. Najbardziej rzucającym się w oczy mianownikiem jest drugi Nowy Jork, pełen magicznych istot, ale to tak naprawdę to samo miasto. Widzicie podobieństwo? Londyn Nad i Londyn Pod i Nowy Jork ten zwykły i ten nieco mniej?

Neil Gaiman stworzył książkę, która w jakimś stopniu zasługuje na umieszczenie jej na liście najlepszych, choć sama nie wiem, dlaczego – mnie tak naprawdę nie zachwyciła, jednak do najgorszych też nie należy. Książka pobudzi wyobraźnię co lepszych marzycieli, ale mam wrażenie, że nie muszę jej już nikomu polecać, ponieważ kto miał zamiar zatracić się w wykreowanym świecie zrobił to dawno, dawno temu 😉

Ocena: 4/6

Bardzo, bardzo dziękuję wydawnictwu MAG za egzemplarz, ponieważ okładka jest obłędnie piękna!

Pomyluna

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: