Opublikowany w Pomyluna

Światło gwiazd – Krystyna Mirek


Nadszedł ten moment, kiedy cykl „Willa pod kasztanem” powoli dobiega końca… bo właśnie dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o czwartym tomie, „Świetle gwiazd” Krystyny Mirek. Seria ta rozpoczęła się od „Światła w cichą noc”, kiedy w okresie okołoświątecznym poznawaliśmy kolejnych bohaterów. Ci czołowi, czyli Kalina – właścicielka domu z kasztanem, Michał, Bartek i Magda – rodzeństwo z sąsiedztwa, Antek i Bianka – wnukowie Kaliny, to bohaterowie, którzy są od początku, lecz w trakcie czterech tomów pojawiło się ich znacznie, znacznie więcej. Nie będę Wam pisać o koligacjach, kto z kim i za kim szaleje, bo powiem szczerze, to przypomina jeden ze statusów na Facebook’u „to skomplikowane”.

W ostatnim tomie można śledzić dalsze losy Bartka i Ani, którzy poznają się coraz bardziej, zbliżają się do siebie i gdzieś tam może planują wspólną przyszłość. „Światło gwiazd” zdominowane zostało jednak przez innych bohaterów. Nie będę może konkretnie wymieniała, kogo mam tutaj na myśli, ale napiszę w wielkim skrócie, iż kobieta ta straciła niedawno męża i w drodze do Warszawy, w pociągu poznaje mężczyznę, który potyka się praktycznie o własne nogi, gdyż częściej patrzy w gwiazdy, co chyba zrozumiałe, bo jest astrofizykiem. Wywraca on całkowicie jej świat i poukładane życie do góry nogami, z czego nie są zbyt zadowolone dzieci kobiety. Czy z takiej sytuacji może wyniknąć coś dobrego?

Willa pod kasztanem” na początku mi się podobała, bo była taką typową serią obyczajową, gdzie bohaterowie mają całą masę problemów, czy to w pracy czy to w życiu uczuciowym. Także i Krystyna Mirek jest autorką, która stawia przede wszystkim na wątki obyczajowe. „Światło gwiazd”, zakończenie całej serii było trochę miałkie, niedoprecyzowane i dla mnie odrobinę przesadzone. Oczywiście, znajdą się osoby, które będą uważały inaczej, w porządku, szanuję to. Ale będę szczera – wynudziłam się. Myślałam, że opisana relacja kobiety z poznanym mężczyzną z pociągu będzie trochę inaczej przeprowadzona, że będzie trwała nieco dłużej… tymczasem dwoje dorosłych ludzi po kilku spotkaniach uznaje, że to jest to, właśnie miłość. Brakowało mi takiej bezpośredniej konfrontacji na linii dzieci – nowy facet.

Kurczę, no miałam nadzieję na jakiś dramat! Bo wiecie, kiedy w powieści pojawia się tak wiele postaci, co w całej serii, to ma się takie odczucie, że choć garstka bohaterów mogłaby nie mieć szczęśliwego zakończenia. Nie będę rozwijać bardziej tego wątku, bo mogłoby to być już zbyt wielkie zdradzanie szczegółów, ale okropnie, cho****ie mdliło mnie od wszechobecnego lukru i cukru… (wymioty tęczą).

Jeśli chodzi o bohaterów to z tych już wcześniej nam znanych, czyli Magda, Antek, Bartek czy Ania, to w przypadku Magdy mam wrażenie, że ona nie do końca sama wiedziała, czego chce. Raz jest przekonana o pewnej rzeczy lub uczuciu, by za chwilę poddawać to pod wątpliwość, a kiedy zdecyduje się już tę kwestię zweryfikować to nagle okazuje się, że kierowała się zupełnie innymi pobudkami niż wcześniej zakładała. Okej, można się pogubić w życiu, ale chyba nie do aż takiego stopnia, że psuje się krew także innym. Bartek z kolei to taki pocieszny chłopak, który po wielu swoich perypetiach wychodzi na prostą i naprawdę przyjemnie było czytać o tym jak kieruje swoim życiem. Jest jeszcze babcia Kalina, która wiecie co? Niesamowicie mnie drażniła! Choć jest taką typową babcią, bez której nie da się stworzyć żadnej powieści obyczajowej, to jednak jej wściubianie nosa (inaczej tego się nie da określić), gotowość na niespodziewanych gościu, uosobienie gościnności, hart ducha, siła i wybitny talent kulinarny to już było dla mnie za dużo.

Nie chcę pisać już nic więcej, bo mogłabym napisać o jedno słowo za dużo. Fakt jest taki, że „Światło gwiazd” okazało się dla mnie naprawdę średnim o ile nie słabym zakończeniem serii. Nie wyróżniło się niczym szczególnym, nie było nagłego wielkiego zwrotu akcji, wszystko szło w ślimaczym tempie i na końcu okazało się, że nie miało to żadnego głębszego znaczenia. Jestem zawiedziona, bo zdążyłam polubić styl pisarski pani Mirek, a tym razem dostałam takiego zakalca. Piękna okładka zawierała średnio upieczone ciasto w postaci treści. A szkoda.

Ocena 3/6

Pomyluna

Dziękuję wydawnictwu EDIPRESSE za egzemplarz książki.

Jedna myśl na temat “Światło gwiazd – Krystyna Mirek

  1. Mój mąż zawsze robi sobie ze mnie żarty jak w okresie grudnia zaliczam wszystkie komedie romantyczne z serii świątecznych filmików na Netflixie. Pełno tam przytoczonego przez Ciebie lukru i tandetnej swietecznej historii a jednak lubię to oglądać, chyba mnie to relaksuje. Nie lubię za to tego czytać, pełno teraz takich książek na rynku, mieszkam od dość długiego czasu w UK i ten trend tutaj gościł od dawna. Nazywam te książki awaryjnym prezentem dla kobiet. Nie wiesz co kupić, kup książkę z ładną okładką. Mnie musi coś przekonać, nie czytałam jeszcze żadnej książki Krystyny Mirek z okolic świat może właśnie ze względu na moje obawy, że się rozczaruje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s