Opublikowany w ViridianaD

W drogę! – Beth O’Leary


w-drogeDawno mnie tu nie było. Przyznaję, że ciężko mi ostatnio znaleźć czas na książkę. Jednak staram się nie wyjść z obiegu i sięgnąć od czasu do czasu po nowość z wydawniczego rynku. Przeglądając propozycje wydawnictwa Albatros zainteresowała mnie jedna pozycja – „W drogę”!

Do tej pory nie miałam przyjemności zapoznać się z twórczością pani Beth O’Leary, jednak słyszałam dobre opinie na temat jej powieści. Oczywiście nie można slepo wierzyć w to, co przeczyta się w internecie, więc (zachęcona opisem książki „W drogę!”) postanowiłam zapoznać się osobiście z jej stylem i skonfrontować znalezione recenzje z własnym gustem.

Pierwsze na co zwracam uwagę to okładka. Ta jest dość oszczędna, niby jasna, ale przygaszona. Nie ma tu przesadnie wielu elementów. Podoba mi się! W środku zaś nie jest wcale gorzej. Może widywałam lepszej jakości papier, jednak kolejne kartki są solidne, niełatwo je naderwać czy zagnieść i, co najważniejsze, całość jest dobrze sklejona. Jedyne co uznałabym za minus, to małe literki. Tekst czytało mi się dość ciężko.

Jeśli chodzi o treść, przyznam, że początkowo nie umiałam się w nią wgryźć. Jednak to chyba ta pora roku mi nie sprzyja, bo choć początkowo niechętnie, to z każdą kolejną próbą coraz śmielej przewracałam strony!

Addie i Deb wybierają się na ślub przyjaciółki. Choć ich podróż nie ma być najwygodniejsza, bo przez kilka godzin będą jechać niezbyt komfortowym mini cooperem i z milczącym pasażerem, którego w zasadzie nie znają, to postanowiły, iż umilą ją sobie pysznymi przekąskami i ulubioną muzyką. Jak jednak dobrze wiemy, los lubi płatać figle i już na początku drogi w ich auto trafia inne. Stłuczka z mercedesem nie przynosi strat w ludziach. Mini jest zdolne do dalszej jazdy. Jednak należałoby dowiedzieć się co z pasażerami drugiego auta. Addie i Deb odkrywają, że mercedesa prowadził były chłopak jednej z nich, a obok niego siedział jego najlepszy przyjaciel. Co gorsza – udawali się w to samo miejsce! Dziewczyny chcąc, a raczej nie chcąc, zgadzają się zabrać chłopaków ze sobą, a co za tym idzie – prawdopodobnie zniszczyć sobie nie tylko drogę, ale i cały dzień. Co może stać się w aucie wypełnionym ludźmi o trudnej, wspólnej przeszłości oraz jednym dziwakiem, który znalazł się tu w zasadzie przypadkiem? Jakie tajemnice ukrywają nasi bohaterowie? Co wydarzy się w czasie drogi, która przez różne sytuacje znacznie się wydłuży?

Historia opisana w książce podzielona jest na dwie strefy czasowe. Teraz – to co dzieje się w mini, oraz dawniej – co doprowadziło do tego, co jest teraz. Poznajemy ją również z dwóch perspektyw. O części wydarzeń dowiadujemy się od Addie, zaś resztę dopowiada Dylan, jej były chłopak. Przyznam, że takie rozwiązanie jest bardzo dobre, gdyż pozwala spojrzeć nam na sytuację szerzej. W końcu i Addie i Dylan widzą pewne kwestie inaczej. Dopełnieniem ich historii są rozmowy z Deb czy Marcusem, którzy byli przy naszych głównych bohaterach w najlepszych i najgorszych chwilach, a i tak pewnie nie wiedzą wszystkiego…

Książka jest ciekawą propozycją dla młodych, wchodzących w dorosłość ludzi. Z częścią problemów, uczuć, myśli mogą się utożsamiać. Dodatkowo sama historia jest ciekawa, porusza wiele zagadnień dotyczących nie tylko relacji romantycznej, ale i innych, jak chociażby presji wywieranej przez rodziców na dorastające dzieci. Przyznam też, że mimo niewątpliwych plusów, książka ma też swoje minusy. Wprowadzenie postaci Rodneya w moim odczuciu nie było konieczne. Zapewne miał być on bohaterem „na rozluźnienie”, jednak raczej mi tu przeszkadzał. Dodatkowo cała akcja była trochę zbyt długa, ale rozumiem, że czasem coś, co dzieje się teraz, w drodze, musi zostać rozwleczone, by zmieścić wszystkie wątki z przeszłości, która trwała o wiele dłużej niż jazda samochodem na ślub.

Choć może nie jest to najlepsza książka jaką czytałam, to na pewno dała mi kilka dobrych dni na oderwanie się od mojego tu i teraz. Polecam ją tym, którzy lubią powieści obyczajowe i nie oczekują od książki zbyt wiele.

Ocena: 3+/6

ViridianaD

Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ALBATROS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s