Opublikowany w Irrompible

Nieznajomy na tratwie – Mitch Albom


nieznajomy-na-tratwieOd zawsze ciekawił mnie wątek wszelkich katastrof i walki o przetrwanie ocalałych z nich osób. Nie ważne czy to film, książka, katastrofa lotnicza czy zderzenie z górą lodową. To właśnie dlatego „Nieznajomy na tratwie” zwrócił moją uwagę. Gdy jednak przeczytałam opis, okazało się, że jest coś jeszcze co czyni tę powieść wyjątkową. Co to takiego? Czy warto było sięgnąć po książkę Alboma?

Luksusowy jacht Galaxy pełen sławnych osób ze świata biznesu, polityki, rozrywki i nauki zostaje zatopiony w wodach Atlantyku. Grupce rozbitków udaje się przetrwać i dostać się na tratwę. Ocaleni przez wiele dni dryfują, cierpiąc z powodu braku wody i pożywienia. Pewnego dnia wyciągają z wody mężczyznę. Kiedy próbują dowiedzieć się kim jest i jak znalazł się na środku oceanu, ten tłumaczy im, że jest… Bogiem, odpowiadając: „Nie wzywaliście mnie?”. Tymczasem rok później inspektor LeFleur dowiaduje się, że odnaleziono tratwę pochodzącą z Galaxy. Gdy przyjeżdża na plażę, aby ją obejrzeć, w środku znajduje notes, w którym jeden z rozbitków spisywał ich losy od momentu katastrofy. Co takiego wydarzyło się na tratwie? Czy faktycznie płynął nią Bóg? Jak historia ocalałych wpłynie na życie inspektora?

Nie do końca przepadam za metaforami w książkach. Wolę, gdy fabuła jest podana w nieco bardziej dosłowny sposób, bo wtedy wiem, jak dokładnie powinnam ją interpretować. Sięgając po „Nieznajomego na tratwie” miałam pewne obawy czy nie okaże się ona być jedną z tych powieści, które zamiast dawać odpowiedzi i rozjaśniać pewne kwestie, pozostawia czytelnika jeszcze bardziej zagubionego. Książka Alboma jest czymś pomiędzy. Jej główne przesłanie jest mądre, ale podane w bardzo prosty i konkretny sposób. Przez to wcale nie trzeba być fanem literatury pięknej i mieć artystyczną, wrażliwą duszę, żeby je zrozumieć. Z drugiej strony, jeśli tylko ma się taką ochotę, można nieco bardziej wczytać się w tę powieść i znaleźć w niej jeszcze więcej interesujących motywów i tematów do przemyśleń. Chcę jednak podkreślić, że jest to jak najbardziej książka dla każdego. Nie trzeba być miłośnikiem tego typu literatury, żeby przyjemnie spędzić czas czytając ją.

„-To dlaczego ludzie po śmierci nie wracają na ziemię?
-Dlaczego by mieli tego chcieć?”

Faktem jest, że powieść Alboma podejmuje tematykę wiary. Nie jest to jednak książka typowo religijna. Bardziej niż na konkretnej religii i związanymi z nią zasadami, skupia się na temacie samej wiary i relacji z Bogiem. Przyznam szczerze, że zdecydowałam się sięgnąć po „Nieznajomego na tratwie” głównie ze względu na wątek rozbitków oraz na tytułową postać. Chciałam po prostu przekonać się czy faktycznie jest on Bogiem czy też nie. Nie do końca interesował mnie jako tako sam wątek wiary. Podczas lektury zmieniłam zdanie. Okazało się, że został on przedstawiony w bardzo przyjaznej formie i to z odrobiną humoru. W żadnym razie nie było to namawianie do uwierzenia w Boga, lecz bardziej przedstawienie tego, co ma on do zaoferowania. Warto również zaznaczyć, że nie jest to wątek dominujący. Równie istotna co religia (a może nawet bardziej) jest historia autora notatnika, losy rozbitków oraz inspektora.

Lektura ostatniej powieści, po którą sięgnęłam wymagała z mojej strony wiele zaangażowania i wysiłku. Fabuła nie porywała, książka była dość gruba, wydana w miękkiej oprawie i na dodatek miała dość wąskie marginesy i drobną czcionkę. Moje spotkanie z „Nieznajomym na tratwie” było z kolei odpoczynkiem. Przede wszystkim świetnym pomysłem było przeplatanie w książce treści notatnika Benja z losami inspektora, a także z fragmentami programu telewizyjnego, w którym przybliżano widzom postacie zaginionych. Nie potrafię wskazać co było dla mnie bardziej interesujące, ale taki podział uczynił lekturę bardzo atrakcyjną. Na docenienie zasługuje również wydanie. Dzięki twardej oprawie książka sama układała się w rękach, a idealne rozmieszczony tekst sprawiał, że czytało się ją bez żadnego wysiłku.

„Nieznajomy na tratwie” to dość specyficzna, a zarazem uniwersalna książka. To idealnie wyważone połączenie powieści nieco filozoficznej, podejmującej ważne, egzystencjalne tematy, ze świetną fabułą, interesującymi postaciami oraz przystępnym językiem. Co ważne, powieść liczy mniej niż 300 stron, dlatego nawet jeżeli ktoś nie jest pewny czy coś takiego przypadnie mu do gustu, niewiele traci ryzykując. Nie ulega wątpliwości, że „Nieznajomy na tratwie” to książka wyjątkowa i choćby z tego względu warto się z nią zapoznać.

Ocena: 4,5/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak


Za książkę do recenzji dziękuję wydawnictwu ZYSK i S-ka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s