Opublikowany w Irrompible

Amnezja – Federico Axat


„Amnezja” to jak właśnie sobie uświadomiłam, druga książka Federico Axata, którą przeczytałam. Tak samo, jak „Ostatnie wyjście” powieść czaruje czytelnika swoim dobitnym pierwszym zdaniem. „Ted McKay właśnie zamierzał strzelić sobie w łeb, kiedy ktoś zaczął dzwonić do drzwi” — możemy przeczytać w „Ostatnim wyjściu”. W „Amnezji” z kolei okazuje się, że: „Martwa dziewczyna z dziurą w piersi leżała w moim salonie”. Czy twórczość Axata kończy się na dobrym, zachęcającym, pierwszym zdaniu czy jest w niej coś więcej?

Właściwie, dopiero gdy przysiadłam do pisania tej recenzji i ponownie wzięłam do ręki książkę, moją uwagę skupiło nazwisko autora. Axat, Axat… jakbym to już gdzieś słyszała. I faktycznie, okazało się, że lata temu przeczytałam wspomniane wcześniej „Ostatnie wyjście”. Myślę, że to nawet dobrze, że dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Dzięki temu uniknęłam niepotrzebnych porównań w trakcie lektury i niczym się nie sugerowałam. Co prawda już nie za wiele pamiętam z mojego pierwszego spotkania z twórczością tego autora, ale wiem, że była to całkiem dobra, godna uwagi pozycja. Podobnie wypada również „Amnezja”.

Johnny Brenner to dwudziestosiedmioletni chłopak, który mimo młodego wieku wiele w życiu doświadczył. Obecnie wychodzi z alkoholizmu, pracuje zdalnie jako ilustrator książek dla dzieci, a weekendami zajmuje się czteroletnią córką Jennie z poprzedniego związku. Pewnej nocy przydarza mu się dziwna sytuacja. Nagle budzi się, a na podłodze w salonie widzi ciało młodej dziewczyny. Johnny nie pamięta niczego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin. Na stoliku dostrzega pustą butelkę po wódce. Czyżby był aż tak pijany, że dokonał zabójstwa? Po pewnym czasie ciało znika i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek się tam znajdowało… Czy Johny’emu to wszystko się przewidziało? Tymczasem martwa nieznajoma zaczyna odwiedzać go w snach. Chłopak liczy na to, że dzięki temu uda mu się poznać tożsamość dziewczyny i dowie się jakim cudem jej ciało znalazło się z jego domu i… czy naprawdę tam było.

Najnowsza propozycja wydawnictwa Zysk i S-Ka to powieść, która mocno mnie zaskoczyła. Akcja podążyła w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewałam, a co najważniejsze fabuła nie była tak jednowarstwowa, jak już zdążyłam założyć, że będzie. Autorowi udało się na nieco ponad 450 stronach stworzyć rozbudowaną, wielowątkową historię, pełną zwrotów akcji i co prawda kilka, ale dość wyraźnie zarysowanych postaci. Federico Axat sprawił, że do końca podchodziłam z pewną rezerwą w zasadzie do każdego z bohaterów. Nie raz i nie dwa zwątpiłam w Johnny’ego, bo czy można mu zaufać — alkoholikowi, który zapomina, że dziś ma widzieć własne dziecko? Z czasem okazało się, że każda z postaci skrywa swoje sekrety, a prawda na temat tego, co wydarzyło się tej felernej nocy ma swoje źródło w wydarzeniach sprzed kilkunastu lat. Mimo momentami zawiłej fabuły, książka niesamowicie wciąga. Mi jej lektura zajęła ledwie jeden weekend, co ostatnio rzadko mi się zdarza. Może i motyw, na którym koniec końców opiera się cała powieść nie jest nowatorski i zetknęłam się z nim już kilkakrotnie, nadal uważam, że „Amnezja” to ciekawa, warta uwagi powieść. Na docenienie zasługuje również samo wydanie. W porównaniu z „Ostatnim wyjściem” zdecydowanie bardziej mi i moim oczom gustu przypadły do gustu szersze marginesy i większe odstępy między wierszami, jakie zastosowano w „Amnezji”. Sama okładka poprzez zastosowanie większej ilości kolorów również bardziej przykuwa moją uwagę.

Czasem gdy sięgam po jakąś powieść w mojej głowie rodzą się pytania typu: „czy dobrze postąpiłam, że dałam szansę tej książce?”, „czy jest godna polecenia?”. „Amnezji” udało się odpowiedzieć na niezadane pytanie — czy warto zwrócić uwagę na twórczość Axata i śledzić jego następne, pojawiające się na rynku wydawniczym książki? Odpowiedź brzmi: tak. W jego powieściach brakuje pewnej iskierki, która sprawiłaby, że całkowicie bym przepadła, ale czego w żadnym wypadku nie można im odmówić, to oryginalność. To nie jest kolejne zabójstwo, kolejna z dziesiątek spraw jednego komisarza. Tu nie ma schematu, jest za to zawiłość, intryga, a więc wszystko to, co w książkach jest najlepsze, a czego tak niewiele z nich posiada.

Ocena: 4/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s