Opublikowany w Pomyluna

Pani z wieży – Magdalena Wala


Dni są coraz krótsze, bardziej leniwe, wiele osób zaczyna wpadać w powolny jesienno-zimowy letarg, z którego obudzi się dopiero na wiosnę, kiedy natura znowu będzie się odradzać. W takie wieczory najlepszym lekarstwem jest gorąca herbatka, kocyk i oczywiście książeczka. Należę do osób, które nie lubią zimy, nie lubią ponurych, jednokolorowych dni.

Najchętniej przespałabym ten okres. Ale że tak się nie da zrobić, to zabrałam się za kolejną książkę. Tym razem padło na polskie nazwisko i polską historię w tle. Dziś będę Wam opowiadać o „Pani z wieży” Magdaleny Wali, z którą już wcześniej się poznałam przy okazji czytania „Rzymskich odcieni miłości”.

Nowa powieść autorki rozgrywa się w 1920 roku, kiedy na Kresy wkraczają bolszewicy, w Rosji trwa wojna domowa, zaś w Polsce, która powoli się odradza, polscy panowie zaczynają drżeć o swoje majątki. W całym tym wojennym tonie żyje dwudziestopięcioletnia Eliza, pani we dworze w Janowicach. Pewnej nocy do jej domu wkraczają bolszewicy i musi ona wraz z macochą i przyrodnią siostrą uciekać. Nie mając innego wyjścia ukrywają się w położonej niedaleko wieży, przed którą wszyscy uciekają w popłochu, bo legenda o straszącej w niej knaziównie żyje w sercach okolicznych mieszkańców. Eliza odkrywa rodzinną tajemnicę, która była skrywana przez wieki.

Bardzo, ale to bardzo jest mi przykro, ponieważ ta książka nie wywarła na mnie najlepszego wrażenia. Począwszy od tytułowej Pani z wieży, której nie było właściwie wcale. Co z tego, że na przestrzeni wieków chłopi stworzyli legendę zamurowanej kniaziówny, skoro w powieści została potraktowana bardzo po macoszemu. Kilka wzmianek, kilka wersów, jakieś mini zjawisko paranormalne…. liczyłam na więcej. To samo dotyczy tego, co zostało napisane na tylnej okładce. Miały być tajemnice, Eliza miała zostać pielęgniarką, miała walczyć na froncie i pomagać, chociaż tak, w odzyskaniu ojczyzny. A cały ten wątek został upchnięty na stu ostatnich stronach.  Zamiast ciekawych i chwytających za serce momentów otrzymałam dość nieudany romans. Bo tak, dla mnie jest on niestety nieudany. Nierealny i niedopracowany.

Eliza to opanowana, czasem wręcz zimna kobieta, która nie ufa mężczyznom przez niespełnioną miłość. Wychodzi z założenia, że nie będzie zdana na łaskę płci męskiej i sama weźmie swój los w swoje ręce. Po wielu latach spotyka kuzyna, z którym bawiła się, kiedy była dzieckiem, a który wyrósł na przystojnego mężczyznę łamiącego niejedno serce. Eliza potrafi w kulturalny sposób dopiec młodszej siostrze, wytknąć jej egoizm i materializm, zaś do macochy ma niesamowicie duży spokój i opanowanie, kiedy ta zaczyna się zbytnio panoszyć. Mimo wszystko uważa je za rodzinę, z którą dużo przeżyła i chce by macocha i Modesta były bezpieczne.

Jej siostra i macocha z kolei to dwie egoistki, które myślą tylko o balach, nowych sukniach i zawieraniu nowych znajomości, najlepiej z młodymi i bogatymi oficerami, by mogły w nich zatopić swoje szpony i znaleźć odpowiedniego kandydata na męża dla Modesty. Nie interesuje ich wojna, nie rozumieją jej, są wręcz ograniczone umysłowo i jakby nie dociera do nich, że dawne życie na ciągłym upojeniu ponczem się skończyło i już nic nie będzie wyglądać jak wcześniej. Robią Elizie potworne świństwo i więcej ich na kartach powieści nie ma.

Miałam nadzieję na przepyszne ciasto, którym będę się delektować w czasie leniwych wieczorów i które będzie smakować jak słodko-gorzka namiastka nieba. Miało w domyśle być orgią smaków i zapachów jak w najlepszej restauracji z trzeba gwiazdkami Michelin. Co dostałam? Jakiegoś zakalca. Którego można zjeść do połowy, ale za połową już się przewraca oczami i ma ochotę odłożyć widelec i podziękować. Do połowy „Pani z wieży” miała potencjał, coś tam się próbowało ciekawego przebić, jednak od połowy czułam lekkie zażenowanie i totalny brak chęci na dokończenie lektury. A szkoda, bo taka podróż w przeszłość zawsze sprawia, że mam nieokreślone pokłady ciekawości. Cóż, tym razem kopalnia dość szybko wyczerpała swe zasoby i naprawdę nie miałam ochoty na kontynuację.

Wiem, że znajdą się miłośnicy autorki, którzy lekturę „Pani z wieży” mają już za sobą i nie podzielą mojego zdania. To zrozumiałe. Historia przedstawiona przez panią Walę nie porywa, nie wyrywa z fotela, jest taka miałka i nijaka, długo się rozkręca, a kiedy już ma się wrażenie, że coś może ruszy z kopyta to znowu spowalnia. Romans jest lekkim nieporozumieniem. Powinien być nieco inaczej rozegrany. Kurczę, nie chcę za bardzo narzekać, bo to nie o to przecież chodzi, ale dawno nie czytałam tak słabego romansu! Każdy, kto zastanawia się nad lekturą tej powieści niech sam się przekona, może akurat się spodoba, wszak, co osoba to inny gust. Jestem ciekawa Waszego zdania!

Ocena 3/6

Pomyluna

Dziękuję Wydawnictwu PUBLICAT KSIĄŻNICA za egzemplarz książki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s