Opublikowany w Irrompible

Nadia – Elisabeth Noreback


nadiaJuż od najmłodszych lat zwracałam dużą uwagę na szeroko rozumianą sprawiedliwości, tak jak i mocno drażniły mnie wszelkie przejawy jej braku. Chciałam, żeby wszystko było sprawiedliwe i żeby każdy miał to, na co zasłużył. To głównie dlatego moją uwagę zwróciła „Nadia”, powieść, której bohaterka odsiaduje wyrok za zbrodnię, której nie popełniła. Jakie to niesprawiedliwe! Ale czy napewno? Czy faktycznie to Linda jest ofiarą wymiaru sprawiedliwości? Postanowiłam dać szansę powieści Noreback i to sprawdzić.

Linda Andersson miała kolorowe dzieciństwo. Jej matka Kathy była sławną piosenkarką i dziewczynka wraz z nią podróżowała i występowała. Wiele lat później, gdy Linda jest już dorosłą kobietą, Kathy zapada na śmiertelną chorobę. Przywiązana do matki Linda poświęca jej cały swój czas, zaniedbując przy tym małżeństwo. Niedługo potem okazuje się, że Simon, mąż Lindy znalazł sobie w tym czasie kochankę… Obecnie kobieta przebywa w więzieniu, odsiadując wyrok dożywocia za zabicie męża, choć jak mówi jest niewinna. Postanawia wrócić myślami do felernej nocy, kiedy to obudziła się cała zakrwawiona. Chce raz jeszcze przeanalizować ten wieczór, aby odkryć kto jest winien śmierci Simona i tym samym kto sprawił, że najlepsze lata swojego życia musiała spędzić w więzieniu.

Niewątpliwą zaletą „Nadii” jest jej długość. Bez problemu można ją przeczytać w jedno popołudnie. Co warto podkreślić, przyczynia się do tego nie tylko niewielka ilość stron, ale i przyjazny styl. Powieść jest skonstruowana w sposób, który przypadnie do gustu większości czytelników. Dominują dialogi, a opisów jest tylko tyle, ile jest niezbędne.Czasami narzekam, że jakaś książka jest zbyt krótka, że można było rozwinąć ten czy inny wątek, dodać coś jeszcze, jednak tym razem każda dodatkowa strona byłaby zbędna. W gruncie rzeczy opisana historia nie jest przesadnie zawiła i autorce udało się ją opowiedzieć na niespełna 270 stronach oszczędzając czytelnikowi zbędnego przynudzania. Myślę, że to świetna opcja na lato, kiedy to większość czasu jesteśmy aktywni, a mimo to nie chcielibyśmy zaniedbać czytania.

Niezbyt przypadł mi do gustu wątek muzycznej przeszłości Lindy i jej matki, zwłaszcza, że autorka poświęciła mu tak dużo uwagi i co by tu nie mówić — stron. Zdecydowanie bardziej wolałabym nieco ograniczyć ten wątek i skupić się na elementach budujących napięcie, których tutaj niestety brakowało. Koniec końców rozumiem dlaczego Noreback postąpiła w ten sposób, jednak muszę przyznać, że przeszłość Lindy i Kathy to były dla mnie najnudniejsze momenty w książce. Nie mam nic do motywów obyczajowych w thrillerach, lecz w tym konkretnym przypadku przeszłość głównej bohaterki w ogóle mnie nie zainteresowała. Po prostu wolę, gdy postacie są nieco bardziej zwyczajne, wiodą proste życie i jestem w stanie się z nimi identyfikować. Koncerty, występy, sławna matka — zupełnie to do mnie nie trafia.

Skoro o niedociągnięciach mowa, uważam, że zbyt mało uwagi poświęcono Simonowi. Choć to on był ofiarą, w zasadzie niezbyt wiele o nim wiadomo. Przez to też trudniej jest wytypować sprawcę i jego motywy.

Sporym zaskoczeniem i zarazem rozczarowaniem było zakończenie. Fakt, nie spodziewałam się, że sprawy się tak potoczą, to jak najbardziej jest zaletą, jednak nie do końca na to liczyłam. Spodziewałam się nieco bardziej klasycznego zakończenia. To, co zaproponowała autorka było ciekawym pomysłem, ale moim zdaniem niezbyt pasowało akurat do tej książki. Nie da się jednak ukryć, że zaskoczenie szokuje, więc choćby dla niego samego warto dać szansę „Nadii”.

Z pewnością nie dopiszę „Nadii” do listy moich ulubieńców i raczej nie sięgnę po kolejne książki autorki, ale w żadnym razie nie żałuję jej lektury. Taka cieniutka książka to zawsze lepsza opcja niż kolejny odcinek serialu, prawda? Kto powinien być jeszcze bardziej zadowolony z lektury? Przede wszystkim osoby gustujące w lekkich thrillerach bądź takie, które dopiero oswajają się z tym gatunkiem. I kto wie? Być może pasjonaci muzyki, których uradują opisy koncertów i wyjazdów w trasę?

Ocena: 3,5/6

Patrycja „Irrompible” Ratajczak

Za książkę do recenzji dziękuje wydawnictwu ZYSK i Sk-a

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s